
Pierwszy telefon do ośrodka rzadko wygląda tak, że ktoś spokojnie siada przy stole, otwiera notatnik i punkt po punkcie opowiada o swoim problemie.
Częściej decyzja dojrzewa po kilku nieudanych próbach ograniczenia picia, kolejnym ciągu, awanturze w domu albo poranku, kiedy po raz kolejny pojawia się myśl: „tak dalej nie dam rady”. Numer jest już znaleziony, telefon leży w ręce, ale samo zadzwonienie wcale nie przychodzi łatwo.
Bo co powiedzieć?
Czy od razu trzeba przyznać: „jestem uzależniony”? Czy ktoś zacznie wypytywać o ilość alkoholu, narkotyki, rodzinę, pracę i wcześniejsze leczenie? A jeśli człowiek sam jeszcze nie wie, czy potrzebuje terapii stacjonarnej?
Na szczęście pierwsza rozmowa nie wymaga gotowych odpowiedzi na wszystkie te pytania.
Można zacząć po prostu:
„Od jakiegoś czasu coraz gorzej radzę sobie z piciem i chciałbym się dowiedzieć, jak wygląda u was leczenie”.
Reszta powinna potoczyć się dalej.
Nie trzeba wiedzieć, jak nazwać swój problem
Osoby dzwoniące po raz pierwszy czasem próbują najpierw same ustalić, czy „spełniają kryteria”. Czy to już alkoholizm? Czy ciągi są wystarczająco długie? Czy skoro między jednym a drugim piciem zdarza się tydzień przerwy, to może jednak nie jest aż tak źle?
Tak naprawdę do wykonania telefonu nie jest potrzebna żadna diagnoza.
Można powiedzieć, że od kilku miesięcy picie trwa coraz dłużej. Że po weekendzie coraz trudniej zatrzymać się w poniedziałek. Że po odstawieniu pojawia się drżenie rąk. Albo że narkotyki miały być tylko okazjonalne, a teraz pojawiają się kilka razy w tygodniu.
To są konkrety, z którymi specjalista może już pracować.
Pierwszy telefon ma raczej uporządkować sytuację niż sprawdzić, czy ktoś używa „właściwych” słów.
Ośrodek też będzie pytał
I dobrze, jeśli pyta.
Nie po to, żeby oceniać, tylko dlatego, że przed przyjęciem trzeba wiedzieć, z czym właściwie ma się do czynienia.
Inaczej wygląda sytuacja osoby, która pije wieczorami od kilku miesięcy, a inaczej kogoś, kto jest właśnie po kilkudniowym ciągu i po kilku godzinach bez alkoholu zaczyna się trząść. Jeszcze inaczej wygląda przypadek osoby, która oprócz alkoholu przyjmuje benzodiazepiny albo opioidy.
Dlatego podczas rozmowy mogą paść pytania o ostatnie picie lub użycie narkotyku, długość ciągów, ilości, objawy po odstawieniu, wcześniejsze terapie czy detoksy.
Ktoś może zapytać również o choroby, leki, leczenie psychiatryczne albo wcześniejsze drgawki po alkoholu.
Niektórym osobom takie pytania wydają się zbyt szczegółowe jak na pierwszy telefon. W rzeczywistości często od nich zależy coś bardzo praktycznego: czy można przyjechać bezpośrednio na terapię, czy najpierw trzeba bezpiecznie przejść przez odstawienie.
Jeśli nie pamiętasz dokładnie, ile piłeś, też możesz zadzwonić
Po kilku tygodniach chaotycznego picia pytanie o dokładne ilości potrafi być trudne.
Nie każdy wie, ile kieliszków wypił we wtorek albo czy przed trzema dniami były dwie butelki wina, czy trzy. Nie trzeba przed rozmową odtwarzać całego miesiąca z kalendarzem w ręku.
Wystarczy powiedzieć, jak mniej więcej wygląda sytuacja.
„Od dwóch tygodni piję codziennie”.
„Zaczynam rano i potem piję przez cały dzień”.
„Przez kilka dni nie biorę, a potem wracam i używam przez cały weekend”.
Taka informacja często mówi więcej niż idealnie policzona liczba porcji.
Są jednak rzeczy, które naprawdę warto powiedzieć od razu
Nie wszystko musi pojawić się podczas pierwszych pięciu minut rozmowy. Są jednak informacje, których lepiej nie odkładać.
Jeśli po alkoholu zdarzały się drgawki, utrata orientacji, omamy albo bardzo silne objawy odstawienia, trzeba o tym powiedzieć.
Tak samo w przypadku leków uspokajających, opioidów czy innych substancji przyjmowanych równolegle.
Znaczenie mają również poważne choroby, leczenie psychiatryczne, wcześniejsze próby samobójcze albo aktualne myśli o zrobieniu sobie krzywdy.
To nie są informacje potrzebne do „oceny pacjenta”. One mogą zmienić sposób przyjęcia i dalszego postępowania.
„Czy muszę najpierw wytrzeźwieć?”
To pytanie pojawia się bardzo często, zwłaszcza kiedy telefon wykonywany jest pod koniec ciągu.
Odpowiedź brzmi: to zależy od stanu pacjenta i od tego, jakie zaplecze ma konkretny ośrodek.
Terapia uzależnienia i detoks to nie to samo.
Jeśli ktoś właśnie kończy wielodniowe picie, ma silne drżenie, nie śpi, jest pobudzony albo musi rano wypić alkohol, żeby „dojść do siebie”, ważniejsze od szybkiego przyjazdu na terapię może być najpierw bezpieczne przejście przez odstawienie.
Nie każdy ośrodek prowadzi detoksykację. Nie każdy ma lekarza i warunki potrzebne do przyjęcia osoby w takim stanie.
Dlatego najlepiej powiedzieć wprost, jak wygląda sytuacja w tej chwili.
„Piję od tygodnia i nie wiem, czy mogę po prostu przestać i przyjechać”.
To dużo lepsze niż próba samodzielnego zgadywania, czy dwa dni bez alkoholu „wystarczą”.
Pierwsza rozmowa nie powinna polegać tylko na tym, że ośrodek zadaje pytania
Osoba dzwoniąca też ma prawo sprawdzić miejsce, do którego rozważa przyjazd.
Kilkutygodniowy pobyt stacjonarny to nie drobna decyzja. Dobrze wiedzieć, kto będzie prowadził terapię, jak wygląda zwykły dzień, czy dostępny jest lekarz, jak wygląda kontakt z rodziną i co dzieje się w przypadku problemów psychiatrycznych.
Nie trzeba jednak czytać przez telefon listy z dwudziestoma pytaniami.
Wiele rzeczy wychodzi naturalnie w rozmowie.
Jeśli ktoś wie, że ma depresję i przyjmuje leki, może zapytać, czy ośrodek pracuje z osobami w takiej sytuacji. Jeśli najbardziej martwi go odstawienie, powinien dopytać o detoks. Jeśli ma dzieci, prawdopodobnie ważniejsze będą zasady kontaktu z rodziną.
Pytania powinny wynikać z własnej sytuacji, a nie z gotowej checklisty znalezionej w internecie.
A jeśli oprócz uzależnienia jest depresja, lęk albo inny problem psychiczny?
To jedna z rzeczy, których nie warto przemilczać z obawy, że ośrodek odmówi przyjęcia.
Jeżeli ktoś leczy się psychiatrycznie, przyjmuje leki albo miał wcześniej epizod depresyjny, psychozę czy silne stany lękowe, ośrodek powinien o tym wiedzieć przed przyjazdem.
Nie każda placówka pracuje w taki sam sposób z tzw. podwójną diagnozą.
Jedna ma psychiatrę na miejscu i doświadczenie w prowadzeniu takich pacjentów. Inna może uznać, że potrzebna jest wcześniejsza konsultacja lub inna forma leczenia.
Lepiej dowiedzieć się tego podczas rozmowy niż już po przyjeździe z walizką.
Kto będzie ze mną pracował?
To pytanie brzmi prosto, ale jest bardzo sensowne.
Jeżeli pobyt ma potrwać kilka tygodni, warto wiedzieć, czy zajęcia prowadzą specjaliści psychoterapii uzależnień, psychologowie, lekarze, psychiatrzy i w jakim zakresie są dostępni.
Nie chodzi nawet o kolekcjonowanie tytułów przed nazwiskami.
Bardziej o to, czy ktoś potrafi jasno powiedzieć, jak wygląda terapia i kto odpowiada za poszczególne elementy leczenia.
Jeżeli w odpowiedzi pojawiają się wyłącznie ogólne hasła o „autorskim programie”, „wyjątkowej skuteczności” albo „najlepszej metodzie w Polsce”, a trudno dowiedzieć się czegokolwiek konkretnego, warto dopytać.
Zwłaszcza że uzależnienia nie da się uczciwie „wyleczyć gwarantowanie” w cztery czy sześć tygodni.
Ile trwa pobyt?
To zwykle jedno z pierwszych pytań.
I nic dziwnego. Ludzie mają pracę, dzieci, kredyty, obowiązki. Kilka tygodni poza domem trzeba jakoś zorganizować.
Ośrodek może mieć konkretne programy – czterotygodniowe, sześciotygodniowe, ośmiotygodniowe – ale sama liczba tygodni niewiele mówi, jeśli nie wiadomo, dlaczego właśnie taki czas jest proponowany.
Ktoś, kto trafia na terapię po pierwszym poważnym kryzysie, może potrzebować czegoś innego niż osoba po kilku wcześniejszych terapiach i nawrotach.
Dlatego warto zapytać nie tylko:
„Ile trwa program?”
ale też:
„Dlaczego w mojej sytuacji proponujecie akurat taki pobyt?”
Ta odpowiedź zwykle mówi sporo o tym, czy kwalifikacja jest rzeczywiście indywidualna.
A co z ceną?
Jeśli mowa o prywatnym ośrodku, pytanie o koszt jest czymś całkowicie normalnym.
Lepiej też od razu ustalić, co dokładnie mieści się w podanej kwocie.
Czy konsultacja psychiatryczna jest w cenie? A leki? Badania? Transport? Co się stanie, jeśli pobyt trzeba będzie przedłużyć o tydzień?
Takie szczegóły nie brzmią może tak ważnie jak sama terapia, ale później potrafią mieć duże znaczenie.
Nie ma sensu dowiadywać się o dodatkowych kosztach dopiero po rozpoczęciu leczenia.
Czy rodzina może zadzwonić pierwsza?
Bardzo często właśnie tak się dzieje.
Dzwoni żona, matka, brat albo partnerka, bo osoba pijąca sama nie chce jeszcze rozmawiać z żadnym ośrodkiem.
Taki telefon ma sens.
Rodzina może opisać sytuację, zapytać o możliwości leczenia i dowiedzieć się, co w danym momencie można zrobić.
To jednak nie znaczy, że dorosłą osobę można po prostu „zapisać” na terapię wbrew jej decyzji.
Inną sprawą jest też kontakt z rodziną już podczas pobytu. Nawet jeśli to żona wykonała pierwszy telefon, terapeuta nie może później swobodnie opowiadać jej o wszystkim, co pacjent mówi na sesjach.
Pacjent ma prawo do poufności.
Rodzina może wiedzieć rzeczy, o których pacjent nie powie
To zdarza się częściej, niż można przypuszczać.
Pacjent mówi: „nigdy nie miałem problemów po odstawieniu”.
Żona pamięta jednak sytuację sprzed dwóch lat, kiedy po kilku dniach bez alkoholu pojawiły się drgawki i przyjechało pogotowie.
Ktoś twierdzi, że pije głównie w weekendy. Rodzina widzi butelki również w tygodniu.
Dlatego informacje od bliskich mogą być przydatne, zwłaszcza jeśli dotyczą zdrowia i bezpieczeństwa.
Najlepiej mówić o faktach.
Zamiast: „on jest kompletnie nieodpowiedzialny”.
Lepiej: „od tygodnia pije od rana, prawie nie je i dwa razy przewrócił się w domu”.
Dla osoby kwalifikującej do leczenia druga informacja jest znacznie bardziej użyteczna.
Po czym można poznać, że rozmowa idzie w dobrą stronę?
Po tym, że ktoś próbuje zrozumieć sytuację, a nie tylko jak najszybciej zarezerwować miejsce.
Dobra rozmowa nie musi być długa. Powinna jednak obejmować rzeczy, które mają znaczenie.
Jeżeli ktoś wspomina o drgawkach po alkoholu, osoba po drugiej stronie powinna się tym zainteresować.
Jeżeli pacjent mówi o depresji i lekach psychiatrycznych, naturalne jest kilka dodatkowych pytań.
Jeśli natomiast rozmowa od pierwszej minuty sprowadza się do wolnego terminu i wysokości zaliczki, a historia picia właściwie nikogo nie interesuje, można mieć wątpliwości, czy kwalifikacja jest traktowana poważnie.
Podobnie z obietnicami.
„Po miesiącu będzie pan zdrowy”.
„U nas nie ma nawrotów”.
„Ten program działa na każdego”.
W terapii uzależnień takie pewniki brzmią efektownie, ale życie zwykle jest bardziej skomplikowane.
Czy po pierwszym telefonie trzeba od razu się zdecydować?
Nie.
Można powiedzieć, że chce się jeszcze porozmawiać z rodziną. Można zadzwonić ponownie następnego dnia. Można sprawdzić inne miejsce.
Sam telefon nie jest podpisaniem umowy ani deklaracją, że jutro trzeba przyjechać.
Wyjątkiem jest oczywiście sytuacja, w której pojawia się zagrożenie zdrowia lub życia. Wtedy zamiast porównywania programów ważniejsza może być pilna pomoc medyczna.
W większości przypadków jest jednak przestrzeń na przemyślenie decyzji.
Co dzieje się dalej?
Po rozmowie może wydarzyć się kilka rzeczy.
Jeżeli sytuacja jest dość jasna, można od razu ustalić termin przyjęcia.
Czasem potrzebna jest jeszcze konsultacja z terapeutą albo lekarzem.
Bywa też, że osoba dzwoniąca dowiaduje się, że przed terapią powinna najpierw przejść detoks albo zgłosić się na konsultację psychiatryczną.
Później przychodzą już bardziej przyziemne sprawy: lista rzeczy do zabrania, dokumenty, przyjmowane leki, godzina przyjazdu.
Nie wszystko trzeba zapamiętać podczas pierwszego telefonu. Wręcz przeciwnie – jeżeli po rozmowie głowa jest pełna informacji, warto poprosić o przesłanie najważniejszych ustaleń.
„A jeśli nie wiem, czy ośrodek jest mi w ogóle potrzebny?”
To również można powiedzieć.
Nie każda osoba z problemem alkoholowym wymaga od razu terapii stacjonarnej. Czasem wystarczy leczenie ambulatoryjne. Czasem najpierw trzeba zająć się stanem zdrowia. Innym razem dopiero rozmowa pokazuje, że próby radzenia sobie bez intensywniejszego leczenia trwają już od bardzo dawna.
Nie trzeba samodzielnie wybierać poziomu opieki przed telefonem.
Można opowiedzieć, co się dzieje, i zapytać, jaka forma pomocy miałaby w tej sytuacji sens.
Czasem najtrudniejsze jest po prostu wypowiedzenie tego na głos
Przez długi czas problem może istnieć głównie w domu.
Rodzina wie. Partner wie. Osoba pijąca też wie, choć nie zawsze chce o tym rozmawiać.
Telefon do ośrodka jest często pierwszym momentem, kiedy trzeba powiedzieć o tym komuś obcemu.
„Nie potrafię przestać”.
„Znowu jestem w ciągu”.
„Biorę coraz częściej”.
„Boję się, że jak przestanę pić, coś mi się stanie”.
To może być trudniejsze niż późniejsze pytania o długość pobytu czy cenę.
Nie trzeba jednak opowiadać całej swojej historii od pierwszego zdania. Nie trzeba wiedzieć, czy problem nazywa się już uzależnieniem. Nie trzeba też mieć gotowego planu na następne dwa miesiące.
Na początek wystarczy powiedzieć, co dzieje się teraz.
Dobra pierwsza rozmowa powinna sprawić, że po odłożeniu telefonu sytuacja jest choć trochę bardziej uporządkowana: wiadomo, czy potrzebna jest pomoc medyczna, czy ośrodek może przyjąć pacjenta i co trzeba zrobić jako następny krok.
Czasem właśnie tyle wystarczy na pierwszy dzień.
Piotr