Dyżurujący terapeuta

Piotr Janiszewski Piotr 511 462 003 Zapytaj o ofertę

Co po zakończeniu terapii? Plan trzeźwienia na pierwsze 30, 60 i 90 dni

co po terapii - plan trzeźwienia
0
(0)

Zamykasz drzwi ośrodka. Walizka w ręku. Powinieneś czuć ulgę, a czujesz… strach. Bo w ośrodku ktoś ci mówił, co masz robić, o której masz jeść i kiedy iść na spacer. A tu? Tu jest piątek, szósta po południu, i nagle orientujesz się, że nie masz pojęcia, jak przetrwać ten wieczór.

Życie nie dzieli się na równe, wykrojone z szablonu bloki. Żadna kartka papieru nie uchroni cię przed rzeczywistością. Ale skoro potrzebujesz jakiegoś punktu odniesienia, żeby nie zwariować, spójrzmy na to, co faktycznie czeka cię w tych pierwszych miesiącach. Podzielmy to na etapy, ale pamiętaj – to nie jest harmonogram z Excela. To mapa min.

Pierwsze 30 dni. Zderzenie z własną kuchnią

Pierwszy miesiąc to nie jest czas na “wielkie plany na przyszłość”. To czas na przetrwanie. Wchodzisz do własnego mieszkania i nagle okazuje się, że wszystko krzyczy “pij”. Zapach, ten konkretny fotel, lodówka, a nawet pora dnia. Przez lata alkohol był twoim jedynym sposobem na przejście z trybu “praca” do trybu “dom”. Teraz masz w tym miejscu wielką, ziejącą dziurę.

Zrób jedną, ale konkretną rzecz: wylej wszystko. Nie “schowaj na święta dla gości”, nie “zostaw w piwnicy”. Wylej. Zmień trasę do sklepu, żeby nie mijać tego monopolowego, w którym zostawiałeś pół wypłaty.

I najważniejsze: znajdź sobie zajęcie na tę przeklętą 18:00. Bo jeśli usiądziesz na kanapie i włączysz TV, bojąc się własnych myśli, mózg sam ci podsunie myśl o zimnym piwie. Nie izoluj się, ale nie idź też na piwo z “kumplami”. Umów się z kimś na kawę, na spacer, na siłownię. Zmuś się. Na początku to będzie brzmiało sztucznie, ale musisz jakoś zagospodarować ten czas, w którym kiedyś byłeś nieprzytomny. Co chcesz osiągnąć? Po prostu nie pić i stworzyć sobie takie warunki, żeby głód nie miał gdzie uderzyć.

Dni 31–60. Kiedy mija euforia, a wraca życie

Mija miesiąc, może dwa. Zaczynasz funkcjonować. Wstajesz do pracy, płacisz rachunki. I tu pojawia się pierwszy poważny kryzys. Ludzie zaczynają cię pytać “jak tam?”, a ty masz ochotę krzyczeć. Bo oni myślą, że jesteś “naprawiony”. A ty jesteś po prostu trzeźwy, wkurzony, zmęczony i czasem strasznie smutny.

Zaczynasz czuć. Cały ten brud, stres, frustrację – bez znieczulenia. To boli. Znajdź sposób na rozładowanie tego, co nie niszczy ci płuc i wątroby. Bieganie, krzyk w lesie, praca fizyczna, cokolwiek.

W tym czasie najtrudniejsze są relacje. Bliscy? Oni ci nie ufają. I mają rację. Żona wciąż będzie się denerwować, jak wrócisz pięć minut później. Dzieci będą patrzyły ci w oczy, szukając w nich tego “szkła”. Nie obrażaj się na nie. Nie żądaj, żeby zapomnieli. Zaufanie nie wraca po 60 dniach trzeźwości. Wraca dopiero wtedy, gdy przez rok, dzień po dniu, dowodzisz, że jesteś stabilny. Dotrzymuj słowa. Nawet w błahostkach. Co chcesz osiągnąć? Nauczyć się czuć i nie uciekać od tego, oraz przestać wymagać od rodziny natychmiastowego zapomnienia.

Dni 61–90. Najgorszy moment – iluzja “jestem wyleczony”

Tu jest największe niebezpieczeństwo. Zaczynasz myśleć: “Dobra, ogarnąłem. Mogę wypić jedno piwo do obiadu. Przecież kontroluję. Minęło tyle czasu”.

Bzdura. Nie kontrolujesz. Masz chorobę, która śpi, ale nie umarła. Jak zaczniesz negocjować z samym sobą (“tylko jedno”, “przecież to bezalkoholowe”, “tylko na imieninach u cioci, żeby nie wyjść na dziwaka”), to wiesz, że koniec. Uciekaj z takich sytuacji. Masz prawo być dziwny. Masz prawo wyjść z imprezy po godzinie. Masz prawo powiedzieć: “Nie piję, bo nie chcę”. Ktoś, kto cię szanuje, to zrozumie. Ktoś, kto cię namawia, nie jest twoim przyjacielem.

Znajdź sobie coś, co da ci satysfakcję – majsterkowanie, gotowanie, wolontariat, cokolwiek, co sprawi, że poczujesz się potrzebny bez butelki w ręku. Co chcesz osiągnąć? Nie dać się zwieść własnej pysze i zbudować życie, które nie kręci się wokół unikania alkoholu, ale wokół robienia czegoś wartościowego.

Kiedy przyjdzie głód (a przyjdzie)

Głód uderzy. Nie raz. Będzie taki moment, że poczujesz to fizycznie. Ślinianki pracują, ręce się pocą, a w głowie zostaje tylko jedna myśl. Nie walcz z tym w samotności. To nie jest czas na “siłę woli”. Zadzwoń do kogoś. Ktokolwiek. Terapeuta, kumpel z AA. Albo idź na spacer, długi, byle przeczekać ten moment. Głód jest jak fala – uderza, ale po chwili opada, jeśli nie dasz mu paliwa.

A jak się zdarzy wpadka?

Boisz się tego najbardziej. A jeśli wrócisz do picia? Jeśli wylądujesz z powrotem w ciągu? Nie zakopuj tego. Wstyd to najgorszy doradca, jaki istnieje. Zadzwoń do ośrodka, do terapeuty. Powiedz wprost: “Zawaliłem. Potrzebuję pomocy”. Czasem wystarczy jedna rozmowa i zmiana planu, czasem trzeba jechać na oddział. Nie ma dramatu, jest procedura. Ratujesz sobie życie. Ukrywanie tego i picie w samotności to prosta droga na dno.

Co dalej?

Nie ma magicznego dnia, w którym budzisz się “wyleczony”. Te 90 dni to tylko start. Ale z każdym miesiącem ten głos w głowie jest ciszej. Zaczynasz zauważać, że smaki wracają, że rano nie wstydzisz się siebie w lustrze, że potrafisz się śmiać bez kaca.

Nie patrz na kalendarz. Patrz na to, co robisz dzisiaj. Idź na mityng, jeśli ci ciężko. Wróć do terapeuty, jeśli gubisz drogę. Daj sobie czas. I bądź dla siebie uczciwy. To jedyna zasada, której musisz trzymać się od dzisiaj.

Jak oceniasz ten artykuł?

Dodaj opinię o artykule

Średnia ocena 0 / 5. Ilość głosów: 0

Jeszcze nikt nie dodał opinii. Bądź pierwszy!

Dziękujemy za pozytywną opinię

Chcesz dostawać powiadomienia o kolejnych artykułach? Śledź nas w mediach społecznościowych:

Dziękujemy za opinię, weźmiemy ją pod uwagę i poprawimy ten artykuł

Daj nam znać, jak możemy poprawić ten artykuł

Napisz, jak możemy poprawić ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *